Kenia

Serwis powstał przy współpracy:

Partner:

Odwiedź również:

Artykuł

Branża lotnicza napędza gospodarkę Kenii

27.11.2018
Rosnąca liczba turystów, zmieniająca się gospodarka, a co za tym idzie rosnący ruch biznesowy, no i wreszcie Nairobi jako jedna z czterech głównych siedzib ONZ – wszystko to sprawia, że władze Kenii chcą zdynamizować i dać nowe życie Kenya Airways. Od kilkunastu miesięcy misję specjalną wyprowadzenia narodowej kenijskiej linii lotniczej na prostą realizuje Polak, były prezes LOT – Sebastian Mikosz. Jednym z symboli zmian jest uruchomione niedawno bezpośrednie połączenie z Nairobi do Nowego Jorku.

Pierwszy samolot na trasie Nairobi – Nowy Jork JFK wystartował 28 października. Bilety na wszystkie 234 miejsca na inauguracyjny rejs zostały wyprzedane. Jest to pierwsze tego typu połączenie z regionu Afryki Wschodniej. – To jest psychologicznie moment przełomowy – mówi Sebastian Mikosz, CEO Kenya Airways. Dystans dzielący stolicę Kenii i Nowy Jork nowoczesne Boeingi 787-8 Dreamliner należące do Kenya Airways pokonują w 15 godzin. Lot powrotny trwa 14,5 godziny.


Lotnisko w Nairobi. Źródło: BusinessOnTour.pl

Czarno na białym widać, że założone w 1977 r. linie lotnicze Kenya Airways znowu obrały kurs wznoszący. Do 1996 r. ich jedynym właścicielem być rząd, następnie postanowiono je sprywatyzować. Przez wiele lat linia była dochodowa i rentowna. Miała monopol na wiele połączeń. Jeszcze w 2012 r. realizowała spory program inwestycyjny w nową flotę, planowała otwarcie kolejnych tras. Jednak po tym, jak pojawiło się spore zadłużenie, konieczna stała się restrukturyzacja.

Na zmianę położenia przewoźnika wpływ miało także otoczenie zewnętrzne. Kenya Airways zyskały poważną konkurencję niemal na każdym kroku. Po pierwsze, był to okres gwałtownej ekspansji przewoźników znad Zatoki Perskiej oraz Turkish Airlines. Nie próżnowali także sąsiedzi. Ethiopian Airlines zaczęło poważne inwestycje w rozwój floty, a Rwanda stworzyła własną narodową linię lotniczą.

Na kłopoty Polak

Wreszcie w 2017 r. zdecydowano, że ratunek przyjdzie z Europy, a konkretnie z Polski. 1 czerwca ubiegłego roku nowym CEO Kenya Airways został Sebastian Mikosz, dwukrotny prezes PLL LOT. Kenijczycy dostrzegali pozytywne efekty planu ratunkowego polskiego narodowego przewoźnika, który realizował Mikosz. I sami postanowili zaprosić go do Nairobi.

Sebastian Mikosz, CEO Kenya Airways. Źródło: BusinessOnTour.pl

– Biznes lotniczy nigdzie nie jest łatwy. W tej części świata jest szczególnym wyzwaniem – mówi z perspektywy czasu Sebastian Mikosz. Dodaje jednocześnie, że dla wielu krajów stworzenie i istnienie własnej linii lotniczej jest na swój sposób potwierdzeniem tożsamości i niepodległości (w Europie nie ma już takiego myślenia). 

Poza tym, biznes lotniczy w Kenii ma spory potencjał. Co prawda ruch lotniczy w całej Afryce to raptem 100 mln pasażerów rocznie, czyli tyle ile przewozi sam Ryanair na wszystkich swoich trasach. Prognozy mówią jednak, że w 2026 r. liczba pasażerów na całym kontynencie wzrośnie do 300 mln. –  Największym wyzwaniem Afryki jest dochód per capita. Żeby ludzi zaczęli latać na większą skalę, musi on wynosić co najmniej 5-7 tys. dolarów na głowę – zauważa Sebastian Mikosz.

Sama Kenya Airways rocznie przewozi ponad 4,5 mln pasażerów. Linia ma obecnie 39 samolotów (jeden został wypożyczony Oman Air). Są to praktycznie nowe maszyny typu: Boeing 737-700, Boeing 737-800, Boeing 777-300ER, Boeing 787-8 Dreamliner i Embraer 190AR. Kenya Airways obsługują 51 kierunków. O ten najnowszy w siatce połączeń – Nowy Jork – linie starały się cztery lata. Tyle trwały wszystkie niezbędne procedury.

Nowy Jork kenijskim Dreamlinerem

Połączenie na lotnisko JFK ma znaczenie nie tylko prestiżowe, ale stricte biznesowe. Po pierwsze, chodzi o turystykę. – Teraz przylatuje do Kenii ponad 100 tys. turystów amerykańskich rocznie – wylicza Sebastian Mikosz. Jak się nietrudno domyślić, liczy na więcej. – To są ludzie zostawiający kilkanaście tysięcy dolarów na tydzień. Zostają też w regionie. Lecą do Ugandy, Rwandy, na Mauritius i Seszele – dodaje.

Przy tym wątku warto zatrzymać się na dużej. Oficjalne statystyki są dla kenijskiej turystki coraz bardziej łaskawe. Co prawda po zamachach terrorystycznych w 2013 i 2015 r. liczba turystów spadła, to jednak w ubiegłym roku do Kenii przyjechało już 1,5 mln osób, dzięki którym kraj zarobił 1,19 mld dol. Nie dziwi więc, że Kenia ma już długofalową strategię, jak przyciągnąć kolejnych gości z zagranicy.


Boing 787 Kenya Airways. Źródło: BusinessOnTour.pl

Już ten rok zapowiada się lepiej. Tylko na lotniska międzynarodowe w Nairobi i Mombasie w okresie od stycznia do sierpnia przyleciało niemal 686 tys. turystów. To o 51 tys. więcej niż w tym samym okresie poprzedniego roku. A te informacje mogą cieszyć przede wszystkim Sebastiana Mikosza, bo zarządzany przez niego przewoźnik ma spore szanse, by ugryźć trochę z tego tortu. Nie należy jeszcze zapominać o sporej diasporze mieszkańców Afryki Wschodniej, którzy na co dzień mieszkają w Nowym Jorku. Dla nich Kenya Airways także może stać się naturalnym wyborem.

Płynnie przenosi nas to w sferę gospodarczą. Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) szacuje, że lotnictwo wspiera bezpośrednio lub pośrednio aż 620 tys. miejsc pracy w Kenii. A w 2014 r. gospodarka tego kraju zyskała na tej gałęzi transportu aż 3,2 mld dolarów.

Kokpit Boeinga 787 Kenya Airways. Źródło: BusinessOnTour.pl

Połączenie do Nowego Jorku ma więc także znaczenie dla ruchu biznesowego. – Tu w Nairobi jest ponad 50 amerykańskich firm i to takich z pierwszej ligi, od Google po IBM – podkreśla Sebastian Mikosz. Powstają także start-upy i firmy z sektora nowych technologii.

I wreszcie jest trzeci aspekt, o którym być może czasami się zapomina. Nairobi to jedno z czterech miast (obok Nowego Jorku, Genewy i Wiednia), w którym znajdują się agendy Organizacji Narodów Zjednoczonych. – Tu jest 5 tys. ludzi, którzy pracują dla ONZ – dodaje CEO Kenya Airways. – Sporo Polaków zresztą – dodaje ich rodak.

Przeczytaj także

Witaj w świecie podwojonej mocy AI